faszyzm i nazizm definicja
FASZYZM WŁOSKI Opracowała Helena Tomaszewska. DEFINICJA I CECHY FASZYZMU Faszyzm – ruch polityczny i ideologia rozwijające się w Europie po I wojnie światowej. Faszyzm niósł ze sobą system rządów oparty na dyktaturze; wprowadzał system monopartyjny, ograniczenie swobód obywatelskich, całkowite podporządkowanie obywatela państwu
behawioryzm [ wym. bihewioryzm, behawioryzm] 1. «kierunek w psychologii XX w. głoszący, że przedmiotem badań psychologicznych może być tylko dostrzegalne zachowanie się ludzi i zwierząt». 2. «tendencja w literaturze XX w. przedstawiająca bohatera tylko w jego zewnętrznych reakcjach i rezygnująca z analizy psychologicznej».
"Nie chcemy Żydów, homoseksualistów, aborcji, podatków i Unii Europejskiej" Sławomir Mentzen „Holokaust zaszczepił nas na dłuższy czas przeciwko pokusom… | 10 comments on LinkedIn
In this episode of Learn Real Polish, I would like to discuss Mr. Tan, a patient of Dr. Broca who lost his ability to speak in his 30s. He retained the capacity to comprehend language, yet he found himself unable to articulate words.
Faşizm ve Nazizm ne demek? Nasyonal sosyalizm ya da kısaca Nazizm, Almanya'da Adolf Hitler tarafından kurulan aşırı milliyetçi, antisemitik, ırkçı, anti-komünist ve anti-kapitalist bir ideolojidir. Marksizme karşı kolektif milliyetçiliği gerçekleştiren ve ulusal bir ekonomik sosyalizm modeli üzerine kurulu olan faşist sistemdir.
Rencontre En Ligne Gratuit Sans Abonnement. Pojęcie Republika Weimarska odnosi się do okresu pierwszej demokracji parlamentarnej w Niemczech w latach 1918-1933. Zakończyła się ona przejęciem władzy przez narodowych socjalistów. Chociaż Konstytucja Weimarska uważana była za jedną z najbardziej postępowych w tamtych czasach, Republika Weimarska stanęła w obliczu licznych wyzwań: brzemienia I wojny światowej, hiperinflacji i zagrożeń ze strony sił ekstremistycznych. Upadek Republiki spowodował powstanie i umocnienie się nazizmu.
Po emisji materiału "Superwizjera" TVN w dramatycznych okolicznościach powróciło pytanie o to, w jaki sposób państwo polskie walczy z propagowaniem faszyzmu czy rasizmu. Rząd, prokuratura i policja zgodnie twierdzą, że walczą. Czy skutecznie, skoro grupa ludzi otwarcie oddaje cześć Hitlerowi?Klub Prawa i Sprawiedliwości chce od rządu informacji na temat ugrupowań, co do których może zachodzić podejrzenie propagowania totalitaryzmu, na temat stowarzyszenia Duma i Nowoczesność - poinformował szef klubu Ryszard miałaby zostać przedstawiona na posiedzeniu Sejmu w czwartek 25 stycznia. Z przeprowadzonych przez nas analiz pism wymienianych między rządem a posłami od początku kadencji wynika, że przedstawiciele gabinetu dość często odpowiadają na pytania i interwencje poselskie związane z szeroko rozumianymi przestępstwami z nienawiści. Zwykle dotyczą one jednak pojedynczych mają kłopot w przeciwdziałaniu propagowaniu faszyzmu Rozpoznanie imprez zamkniętychZ wymiany korespondencji między posłami a wysokimi urzędnikami rządu wynika, że w rożnych częściach Polski regularnie odbywają się przedsięwzięcia, które muszą rodzić pytania o to, czy służby państwa mają nad nimi jakąkolwiek kontrolę."4 czerwca [2016 r. - przyp. red.] w sali weselno-bankietowej w Czechowicach-Dziedzicach odbył się koncert pod patronatem organizacji Blood and Honour, której celem jest propagowanie nazizmu"."W kwietniu [2016 r. - przyp. red.] odbył się gdański festiwal Pomerania Fest, którego gwiazdą wieczoru był zespół Graveland. Lider grupy otwarcie propaguje antysemityzm i nazizm. Imprezę zorganizowano pod szyldem promowania tradycji przedchrześcijańskich w Polsce, faktyczną ideą wydarzenia było głoszenie haseł neonazistowskich"."Dlaczego policja nie reaguje, jeśli teksty głoszone ze sceny przez wielbicieli Hitlera wzywają do nienawiści na tle rasy i wyznania? Wszystkie występujące na imprezie zespoły związane są z faszystowską międzynarodówką Blood & Honour, której działalność jest zakazana w niektórych krajach".Na poselskie interwencje w tej sprawie (podejmowane przez posłów Mirosława Suchonia i Adama Korola), odpowiedzi rządu są podobne. Przedsięwzięcia, co do których istnieje podejrzenie, że mogą propagować faszyzm i rasizm, są imprezami zamkniętymi, biletowanymi, odbywają się na prywatnych nieruchomościach. Frekwencja nieprzekraczająca tysiąca osób wyłącza je spod nadzoru służb państwa związanego z przepisami o imprezach masowych."Funkcjonariusze policji ustalili, że omawiane wydarzenie miało charakter zamknięty" - zapewniał wiceminister spraw wewnętrznych i administracji w odniesieniu do koncertu z 4 czerwca ubiegłego działania policji w związku z festiwalem Orle Gniazdo z 2016 roku (edycja, która odbyła się rok wcześniej niż ta pokazana w "Superwizjerze"), wiceminister Zieliński relacjonował:"Festiwal Orle Gniazdo był imprezą zamkniętą o charakterze niepublicznym i odbył się na terenie prywatnym, ogrodzonym, na który wstęp miały jedynie osoby zaproszone przez organizatorów i posiadające opłacone bilety wstępu. Organizator zapewniał własną służbę porządkową i ochronną, co zostało uwzględnione w ogólnodostępnym regulaminie imprezy".Zieliński zapewniał jednocześnie, że mimo to policja prowadzi na tego typu imprezach działania rozpoznawcze."Policjanci nie stwierdzili, aby wykonywano utwory muzyczne, których treść wypełniała znamiona czynów zabronionych, a organizatorzy lub uczestnicy eksponowali odzież lub tatuaże zawierające treści zakazane przepisami prawa. Nie ujawniono również, aby w trakcie ww. koncertu wznoszone były okrzyki, które mogłyby stanowić przestępstwa" - raportował Zieliński działania wokół koncertu w jednocześnie odnotowuje, że "w rejonie klubu, w którym odbywał się koncert" doszło do zakłócenia ciszy nocnej "polegającego na wykrzykiwaniu słów 'Sieg heil'". Policja - według informacji Zielińskiego - przekazała materiały tej sprawy do Prokuratury Rejonowej w sprawie festiwalu Orle Gniazdo (edycja 2016) Zieliński powołując się na informacje policji stwierdził, że "na terenie Festiwalu, jak również pobliskich miejscowości nie odnotowano przypadków zakłóceń ładu i porządku publicznego, nie ujawniono także materiałów oraz przypadków propagowania treści faszystowskich czy innych zakazanych przepisami prawa. Nie odnotowano również zgłoszeń od mieszkańców o zakłóceniach porządku i ciszy nocnej".Kalendarzyk dla ucznia z celtyckim krzyżemCzęść działań organizacji i osób, których działalność rodzi pytania o zgodność z prawem, odbywa się w zamkniętych obiektach. Niektóre dzieją się jednak w przestrzeni publicznej. Na przykład w grudniu 2016 roku w jednej z łódzkich szkół podstawowych działacz klubu kibica miejscowej drużyny piłkarskiej wygłosił pogadankę o zdrowym stylu życia i zaletach uprawiania sportu. Na koniec obdarował dzieci kalendarzykami z krzyżem celtyckim i napisem "White Pride" - symbolami używanymi przez badała tę sprawę, ale postępowanie umorzyła. Jak relacjonuje wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak, "na podstawie materiału dowodowego ustalono, że wyłącznym celem spotkania piłkarzy z uczniami szkoły była chęć propagowania sportu i w takim też celu rozdawane były dzieciom, obok innych podarunków, kalendarze ścienne ze zdjęciem pochodu kibiców klubu sportowego, na których istotnie widniał także tzw. krzyż celtycki". To, według informacji sporządzonej przez Piebiaka, nie daje podstaw, by przypisać organizatorowi pogadanki z uczniami bezpośredni zamiar propagowania bezpośredni jest słowem kluczem dla zrozumienia, dlaczego sprawy propagowania faszyzmu czy nawoływania do nienawiści rzadko kończą się wyrokami skazującymi. To wywód dość akademicki, ale spróbujmy przedstawić go w ma kłopot, jak udowodnić zamiar bezpośredni W pracy polskiej prokuratury - co wynika z dwóch jawnych dokumentów sporządzonych przez wysokich urzędników - utrwalił się pogląd, że propagowanie to coś więcej niż samo rozpowszechnianie zakazanych treści."Pojęcie propagowania nie może więc być utożsamiane jedynie z prezentowaniem określonych idei, ile z ich promowaniem, zachęcaniem do ich wprowadzenia i naśladowania" - pisze wiceminister Łukasz pogląd oznacza, że podejmując decyzję o sporządzeniu aktu oskarżenia, prokurator powinien nie tylko być przekonany, iż ktoś rozpowszechniał zakazane treści, ale też, że chciał przekonać odbiorców do akceptacji faszyzmu albo chciał u nich wzbudzić nienawiść do innej rasy, narodu, grupy religijnej lub Umorzenie ws. Międlara2. Umorzenie ws. Justyny H3. Umorzenie ws. spalenia swastyki w Białymstoku4. Odwołanie prokuratury na korzyść Rybaka5. Brak reakcji policji na szubienice w Katowicach6. Brak zatrzymanych i zarzutów po MN— Marta Gordziewicz (@MGordziewicz) 22 stycznia 2018 Potwierdzenie tego stanowiska znajdujemy w piśmie pierwszego zastępcy prokuratora generalnego Bogdana Święczkowskiego, który tłumaczył, dlaczego prokuratura umorzyła postępowanie wobec działaczki Obozu Narodowo-Radykalnego, która mówiła na wiecu: - Nie pozwolimy, by islamskie ścierwo skrzywdziło naszych rodaków. Święczkowski tak streścił stanowisko prokuratora prowadzącego sprawę: "ustalono, że w treści przemówienia Justyna H. jedynie 'manifestowała swój osobisty pogląd' i swoim zachowaniem nie naruszyła obowiązującego prawa". Podawał przy tym, że prokurator miał wątpliwości, czy wypowiedź działaczki ONR "ma na celu wyrażenie jedynie własnego poglądu, czy też jej zamierzeniem jest bezpośrednie wywołanie u odbiorców reakcji w postaci pewnych przekonań lub postaw".Ślady tej myśli można odnaleźć w innych, również wcześniejszych decyzjach procesowych prokuratury, w śledztwach dotyczących przestępstw z nienawiści. Umarzając postępowanie w sprawie antysemickiej wypowiedzi księdza Jacka Międlara (wydalonego potem ze stanu duchownego), prokurator z Białegostoku nie dopatrzył się bezpośredniego zamiaru nawoływania do ją za to jako odwołanie się "do treści historycznych w Biblii, wskazujących negatywne przykłady zachowania przedstawicieli społeczności żydowskiej z czasów niewoli egipskiej". Międlar miał "odwoływać się do treści historycznych", formułując wypowiedź w czasie... Ciemiężyciele i pasywny żydowski motłoch będzie chciał was rzucić na kolana, przeczołgać, przemielić, przełknąć, przetrawić - mówił w kazaniu do łagodniejsza niż sądO tym, że prokuratura ściśle trzyma się wyżej opisanych reguł, świadczy też inna sprawa. Zapadł w niej wprawdzie prawomocny wyrok skazujący, ale - co rzadko się zdarza - kara została złagodzona na wniosek o głośną sprawę spalenia kukły Żyda na wrocławskim rynku przez przedsiębiorcę Piotra Rybaka. Sąd uznał, że taki czyn to modelowy przykład nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowych i religijnych. Prokuratura jednak zarzuciła sądowi, że w opisie czynu sporządzonym przez sąd brakuje jednoznacznie wskazanych znamion które wpływają na skuteczność ścigania podejrzanych o propagowanie faszyzmu czy nawoływanie do nienawiści polska prokuratura ma więcej. Referując dylematy śledczych w tej kwestii, wiceminister Piebiak zauważa, że nie ma w polskim prawie zamkniętego katalogu symboli czy haseł raz na zawsze uznanych za zakazane. O ile w przypadku swastyki, gestu "Heil Hitler", godła III Rzeszy nie ma wątpliwości, to pozostałe symbole "nie mogą podlegać arbitralnym zakazom jedynie z tego powodu, że niektóre grupy osób interpretują je w jeden kategoryczny sposób".Precedens pokazany na stronie internetowejTę regułę Łukasz Piebiak sformułował w styczniu 2017 roku. W przeszłości, w czasach przed połączeniem funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości, miał miejsce jeden 2013 roku prokurator z Białegostoku miał wątpliwości, czy swastyka jest symbolem jednoznacznie kojarzącym się z faszyzmem, bo "w Azji jest powszechnie stosowanym symbolem szczęścia i pomyślności". Odmówił wtedy wszczęcia postępowania o propagowanie faszyzmu. Tamta sprawa zakończyła się dymisją szefa prokuratury, w której zapadła czy inaczej do dziś prokuratura głośno mówi, że jednoznaczna ocena czy konkretny czyn jest propagowaniem faszyzmu, to duży problem, którego przezwyciężenia nie ułatwia orzecznictwo sądów. Na przykład Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze przytacza na swojej stronie internetowej wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach:"Zachowanie oskarżonych, polegające na noszeniu kurtek z naszywkami na rękawie i kołnierzu przedstawiających swastykę nie nosi znamion przestępstwa z art. 256 KK" (propagowanie faszyzmu - przyp. red). Wyrok taki zapadł trzynaście lat temu. W elektronicznych systemach informacji prawnej znajduje się jednak tylko jego kolei uchwała Sądu Najwyższego sprzed szesnastu lat, na którą również powołują się przedstawiciele prokuratury, mówi że propagowanie to oczywiście upowszechnianie faszystowskiego ustroju państwa, ale "podjęte w celu przekonania do niego". Zgodnie z tą uchwałą propagowanie musi mieć na celu przekonanie (nie musi być skuteczne, ale musi zaistnieć zamiar). Inaczej nie jest stanowi uchwała Sądu Najwyższego. Tymczasem wśród znawców prawa, których poglądy nazywa się doktryną, wiedziony jest spór czy propagowanie to samo rozpowszechnianie, czy też musi być z nim związana chęć przekonania do tego nie będzie cenzorem Jednoznacznej oceny czy czyny, które według części opinii publicznej są rasizmem, nawoływaniem do nienawiści czy propagowaniem faszyzmu, unika więc również policja. Ta państwowa służba nie przerwała 11 listopada ubiegłego roku marszu narodowców, na którym pojawiły się hasła: "Europa tylko biała", "Biała Europa braterskich narodów", "Europa będzie biała albo bezludna", "All Different. All White" oraz "Polska dla Polaków. Polacy dla Polski".Nie zostały przerwane przez policję również ekscesy w Katowicach, gdy narodowcy symbolicznie powiesili na szubienicach portrety polskich eurodeputowanych, których uznali za zdrajców pokazał "Superwizjer" TVN to samo środowisko zorganizowało potem leśny seans ku czci Adolfa Hitlera. Zarówno na marszu 11 listopada, jak i w czasie wieszania portretów policja ograniczyła się do sfilmowania zajść. Nadzorujący policję wiceminister Jarosław Zieliński utrzymywał w Sejmie 23 listopada ubiegłego roku, że policja nie pozwoli na to, iż funkcjonariusze "będą cenzurować każdy niesiony transparent i reagować natychmiast na treść tego transparentu". - To musi być dokonane po spokojnej analizie i jednak nie przez policję, ale przez prokuraturę - trzy miesiące później rolę policji w zwalczaniu przestępstw z nienawiści ten sam wiceminister Zieliński opisał w sposób, który trudno pogodzić z wcześniejszą wypowiedzią."Zgodnie z przepisami prawa to policja posiada kompetencje do dokonania oceny prawnokarnej pozwalającej na stwierdzenie czy wyczerpane zostały znamiona przestępstwa" - napisał Zieliński w odpowiedzi na interpelację posła Roberta Winnickiego, lidera Ruchu szefa Ruchu NarodowegoInterpelacja Winnickiego jest na swój sposób znamienna, ponieważ wynika z niej, że urzędnik państwowy stawiając w wewnętrznej, roboczej korespondencji, hipotezę o możliwości złamania prawa, może narazić się na gniew posła i zarzuty zniesławienia oraz zażądał wyjaśnień dlaczego urzędniczka MSWiA zniesławia – jego zdaniem - zespół muzyczny Nordica, nazywając go zespołem neonazistowskim. "Podobnym określeniem zniesławiła również Autonomicznych Nacjonalistów przypisując im charakter neonazistowski i rasistowski. Pismo sugeruje również podjęcie czynności względem członków Stowarzyszenia Duma i Nowoczesność" - czytamy."Nie do zaakceptowania jest sytuacja, w której instytucje porządku publicznego pod pretekstem zapewnienia porządku publicznego – są wykorzystywane do prześladowań, zniesławień i pomówień kierowanych wobec działających legalnie środowisk narodowych" - stwierdza poseł Winnicki w swojej interpelacji. Z treści jego pisma wynika, że poseł jest tak pewny swoich racji, że nie zakłada iż może się mylić. Nie pyta bowiem, czy urzędniczka poniesie konsekwencje, tylko: ”jakie konsekwencje poniesie pracownik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji odpowiedzialny za przytoczone pomówienia?”.Chodzi o pismo z 11 maja 2016 roku, w którym działająca z upoważnienia Dyrektora Kontroli Skarg i Wniosków MSWiA, Wirginia Prejs zniesławia – jak twierdzi poseł Winnicki - zespół muzyczny Nordica, nazywając go zespołem zdaniem "jako dowód na rzekome naruszanie prawa przez zespół Nordica – pracownik Ministerstwa przywołał występ na festiwalu 'Jedność to Siła', podczas gdy (...) Ministerstwo nie stwierdziło w trakcie wszystkich występów jakichkolwiek naruszeń prawa”.Wiceminister Zieliński odpowiedział posłowi, że celem cytowanych przez niego treści "miała być jedynie konsultacja, która odbywała się w ramach współpracy wewnątrzresortowej".Zapewnił jednak, że z urzędniczką "przeprowadzono rozmowę, podczas której wskazała, że nie było jego zamiarem pomawianie bądź zniesławianie wymienionych w jego piśmie środowisk".Urzędniczka, której działalność nie spodobała się prezesowi Ruchu Narodowego, nie pracuje już w MSWiA, a w pozarządowej organizacji propagującej pokojowe załatwianie pracowała w MSWiA, była koordynatorką Zespołu do Spraw Ochrony Praw Człowieka - ministerialnej jednostki zajmującej się "przeciwdziałaniem przestępstwom z nienawiści, w tym monitorowaniem spraw związanych z przestępstwami z nienawiści", jak napisano w resortowym dokumencie z maja 2016 roku. Dokument jest już nieaktualny, bo zespół został Zieliński poinformował posła Winnickiego, że "w wyniku dokonanego przeglądu zadań realizowanych przez poszczególne komórki organizacyjne MSWiA" zlikwidowano z dniem 17 października 2016 roku Zespołu do Spraw Ochrony Praw Człowieka, a jego zadania przekazano do Departamentu Analiz i Polityki Migracyjnej MSWiA. Winnicki, który jest opozycyjnym posłem, o rozwiązaniu zespołu został poinformowany, ale nie przyłożył do tego ręki. Likwidacja Zespołu do Spraw Ochrony Praw Człowieka nastąpiła cztery miesiące przed jego interwencją w sprawie działalności koordynatorki Rada Pół roku przed likwidacją Zespołu do Spraw Ochrony Praw Człowieka w MSWiA, w kwietniu 2016 roku, premier Beata Szydło rozwiązała Radę do spraw Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej, Ksenofobii. Ciało to powołał do życia trzy lata wcześniej premier Donald zadań rady należało zapewnienie koordynacji działań administracji rządowej oraz współdziałania z samorządami i innymi podmiotami w przeciwdziałaniu i zwalczaniu dyskryminacji rasowej, ksenofobii i związanej z nimi nietolerancji. Weszli do niej przedstawiciele najważniejszych resortów. Rada doprowadziła do wdrożenia programu przeciw rasizmowi na Podlasiu, powołania grupy ds. utworzenia "słownika mowy nienawiści", w planach było stworzenie bazy raportów i danych statystycznych dotyczących osób i środowisk dyskryminowanych w celu stworzenia mapy ryzyka, szkolenia dla pełnomocników wojewodów ds. mniejszości narodowych i rady towarzyszył sprzeciw opozycji parlamentarnej i nieskutecznej interwencje rzecznika praw obywatelskich. Ówczesny rzecznik rządu Rafał Bochenek zapewniał, że zadania rozwiązanej rady z powodzeniem przejmie pełnomocnik rządu ds. równego traktowania. Obecnie jest nim wiceprezes PiS Adam pożytekW obliczu opisanych wyżej kłopotów służb państwa z jasnym określeniem zadań, budowaniem instytucji mających zwalczać faszyzm czy rasizm i stosowaniem prawa w praktyce trudno ustrzec się wrażenia, że organizacja, z którą związani są uczestnicy świeckiego obrzędu ku czci Adolfa Hitlera żyje w poczuciu komfortu odcinając się od tego, co prywatnie robi przewodniczący, Duma i Nowoczesność twierdzi, że dzięki reportażowi "Superwizjera" odnotowała wzrost darowizn na konto. Jest to bowiem organizacja pożytku publicznego mająca prawo do zbiórek publicznych i odpisów z podatku dochodowego obywateli. Na stronie internetowej Duma i Nowoczesność chwali się, że kupiła za 367 zł na części do wózka dla niepełnosprawnej dziewczynki. Apeluje również o wpłaty dla Janusza Walusia, Polaka z pochodzenia, odsiadującego w RPA karę dożywocia za zabójstwo w 1993 roku czarnoskórego lidera tamtejszej partii pj, jp//kg / Źródło:
Dawniej faszysta był łysym osiłkiem w wypucowanych glanach i czerwonych szelkach, skandującym antysemickie i rasistowskie hasła. Dzisiaj to często wykształcony, młody człowiek w garniturze, próbujący naukowo udowodnić swoje racje. O współczesnym polskim faszyzmie przeczytacie w najnowszym „Newsweeku”. „Nazi-skin to był typ spod budki z piwem, którego nikt nie traktował poważnie. Margines bez żadnego politycznego znaczenia. Wszystko zmieniło się pod koniec lat 90. Młodzież Wszechpolska stawała się na radykalnej prawicy potęgą i ściągała pod swoje skrzydła młodych narodowców” – pisze w najnowszym „Newsweeku” Cezary Łazarewicz. Kiedy trzy lata temu sąd w Brzegu zdelegalizował tamtejszy ONR za „hajlowanie” na Górze Św. Anny, narodowcy spuścili z tonu, widząc, że tą drogą zamiast osiągnąć cel, mogą osiągnąć celę. Więzienną. Zmienili więc język komunikacji oraz sposoby działania w sferze publicznej. – Nauczyli się formułować swoje przesłanie tak, by trudno było ich złapać za rękę. Starają się nie używać w debacie języka nienawiści. Dzięki temu stają się bardziej widoczni w życiu publicznym. Bardzo się przy tym wystrzegają, by nie dać okazji do kolejnej prokuratorskiej interwencji - mówi Tomasz Pietrasiewicz, dyrektor lubelskiego Ośrodka Brama upamiętniającego pamięć o tamtejszych Żydach. – To nie jest już tylko banda tępaków, których jedynym celem jest bicie innych. Na zapleczu ruchu pojawili się ideolodzy – najczęściej historycy i politolodzy. Tych, którzy biją, wspierają ci, którzy dają do bicia ideologiczne uzasadnienie – zauważa w rozmowie z „Newsweekiem” Marcin Kornak, redaktor naczelny antyfaszystowskiego magazynu „Nigdy więcej”. Dzisiejsi polscy faszyści nie wzywają otwarcie do „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”, tylko skutecznie działają. Są na portalach społecznościach, okolicznościowych marszach, panelach dyskusyjnych na uczelniach, a ostatnio nawet w studiach telewizyjnych, jak wtedy, gdy do swojego programu zaprosił ich Jan Pospieszalski. – Może być jeszcze gorzej. Na fali kryzysu takie radykalne ruchy zdobywają coraz więcej zwolenników - przewiduje Rafał Pankowski ze stowarzyszenia „Nigdy więcej”. Cały artykuł przeczytasz w najnowszym „Newsweeku”. Źródło: Newsweek_redakcja_zrodlo
Opublikowano: 2011-11-13 17:46:19+01:00 Dział: Polityka Polityka opublikowano: 2011-11-13 17:46:19+01:00 Fot. Choćby nie wiem ilu (i jak często) historyków oraz światłych publicystów tłumaczyło w mediach prawdziwe znaczenie słów: prawica. lewica, faszyzm, nazizm, nacjonalizm zdecydowana większość Polaków nadal będzie używać złożonych z nich fałszywych zbitek pojęciowych, umiejętnie zakorzenionych w naszym języku w epoce PRL. Wedle tych fatalnych standardów prawica automatycznie kojarzona jest z faszyzmem i z nazizmem, a w tle pojawia się od razu hitleryzm, co powoduje jeszcze większą nienawiść do wszystkiego, co prawicowe. Można cierpliwie, konsekwentnie oraz rzeczowo starać się wytłumaczyć naszym rodakom niestosowność takich porównań, wykazując jawnie lewicowe korzenie faszyzmu i narodowego socjalizmu - nic nie pomoże. Mieliśmy właśnie okazję po raz kolejny przekonać się o tym, czytając i słuchając wielu komentarzy w przeddzień Święta Niepodległości, podczas komentowania na bieżąco związanych z nim wydarzeń w Warszawie i po 11 Listopada. Trzeba uczciwie przyznać, że jest to wielki triumf propagandy światowej, a zwłaszcza europejskiej lewicy. W wielu państwach - nie tylko pozostających przez pół wieku pod sowieckim panowaniem - udało się zrzucić odium hitlerowskiego ludobójstwa na prawicę przy jednoczesnym przemilczaniu lewicowej proweniencji równie zbrodniczego stalinizmu. Kiedy ktoś słyszy więc dzisiaj określenia: narodowiec, nacjonalista lub faszysta automatycznie myśli o tych ludziach: prawicowiec zamiast lewicowiec bądź lewak. A przecież to Sojuszowi Lewicy Demokratycznej i "Krytyce Politycznej" znacznie ideologicznie bliżej do faszyzmu niż np. "Frondzie" Takie pomieszanie pojęć ma oczywisty związek z ogromnymi wpływami, jakimi od dawna dysponują na całym świecie środowiska lewicowe w strukturach władzy, w mediach, w kulturze, w systemach edukacji, w kręgach celebrytów. Potrafiły one sprytnie i zarazem cynicznie zepchnąć całe zawinione przez lewicę moralne, historyczne oraz polityczne zło na nienawistną sobie, a nader często nieudolną w głoszeniu swoich poglądów i prawdy o sobie prawicę, oczyszczając pojęcie lewicowości z wszystkiego, co może się z nim niedobrze kojarzyć, a w efekcie wynosząc je na piedestał tak obecnie popularnego politycznego słuszniactwa (political corectness). Próba wyjaśnienia, jak jest w tej materii naprawdę, przypomina bicie w głową mur wykładowców filozofii, bezskutecznie wtłaczających do głów swych studentów, że słynne powiedzenie Sokratesa brzmi: Jak czego nie wiem, to i nie mówię, że wiem. Zdecydowana większość i tak nadal będzie przekonana, że ateński mędrzec powiedział: Wiem, że nic nie wiem. A te dwa sformułowania różnią się od siebie właśnie tak jak prawica od faszyzmu, a nacjonalizm od nazizmu. Publikacja dostępna na stronie:
Kaczyński spotkał się z Salvinim, przywódcą skrajnie prawicowej i antyunijnej Ligi Północnej, wicepremierem Włoch, aby omówić perspektywę stworzenia w Parlamencie Europejskim, razem z najbardziej zajadłymi nacjonalistami, takimi jak Le Pen i Wilders, frakcji… no, jakiej? Jak ją nazwać? No dobrze, mówimy otwartym tekstem. Czy Kaczyński z Salvinim i jemu podobnymi osobnikami będzie montował międzynarodówkę faszystowską? Pytanie byłoby zbyt brutalne, gdyby nie wiele innych praktyk partii Kaczyńskiego, które nasuwają nachalne skojarzenia z faszyzmem. Spośród tych praktyk w ostatnich dniach na czoło wysuwają się (po raz kolejny) perwersje przemocowe. Teraz ich ofiarą są dziki. A jutro? Rozkosz zabijania zwierząt, rozkosz wycinania drzew i w ogóle napawanie się władzą i agresją w stosunku do ciał ludzkich i nieludzkich – to fundamentalna emocja faszyzmu. Faszyzm w rozumieniu współczesnym to nie tylko nacjonalizm, lecz przede wszystkim tzw. biowładza i biopolityka – autorytarne zarządzanie substancją biologiczną i czerpanie satysfakcji z poddawania jej opresji. Pogarda dla przyrody i pycha „władców dzików i puszczy”, którą dygnitarze reżimu Kaczyńskiego kompensują sobie rozmaite deficyty i leczą kompleksy klasowe czy seksualne, budzi gniew i przerażenie kulturalnej części społeczeństwa. Czy to już faszyzm? Dobrze, spróbujmy opanować słuszny gniew, uspokoić się i podejść do sprawy z dystansu. Długoletnie romansowanie z ONR i MW, której były szef właśnie został wiceministrem, polityczny klerykalizm, autorytarne praktyki i demontowanie systemu liberalno-demokratycznego, agresja w stosunku do przyrody, pruderia i obskurantyzm, zamiłowanie do metod karnych i dyscyplinarnych w politykach społecznych, lęk i niechęć do „obcych”, słabo skrywane poczucie wyższości w stosunku do innych kultur i religii – trzeba powiedzieć uczciwie, że wszystko to w pełni zgadza się z wizerunkiem szeroko pojmowanego faszyzmu i każe zadać pytanie, czy PiS jest ugrupowaniem faszystowskim, zmierzającym do zaprowadzenia w Polsce ustroju faszystowskiego. Pytanie jest zasadne i trzeba je potraktować poważnie – wystrzegając się przesądzania z góry odpowiedzi twierdzącej. Moja odpowiedź na to pytanie jest następująca. Kaczyński i PiS nie mają wiedzy ani wyczucia w kwestii zagrożeń związanych z faszyzmem. Ci ludzie nie są antyfaszystami, bo nie posiadają liberalnej kultury politycznej ani moralnej, która pozwalałaby im identyfikować zagrożenia związane z autorytaryzmem, nacjonalizmem i populizmem. Niemniej głęboko wierzą, że ów bliżej nieznany im „faszyzm” to coś złego – tak bowiem się utarło, że w przestrzeni publicznej słowo „faszyzm” ma wyłącznie ujemne konotacje. Na poziomie deklaratywnym i emocjonalnym faszystami więc nie są. Nie są też nimi w znaczeniu wąskim – nie znają ani nie wyznają doktryny politycznej i ekonomicznej Giovanniego Gentilego i Benito Mussoliniego. Jednak faszyzm w znaczeniu wąskim w ogóle nie jest tym, co mamy na myśli, gdy w dyskursie publicznym posługujemy się terminem „faszyzm”. Biorąc zaś pod uwagę szerokie znaczenie słowa „faszyzm”, będące dziś jego znaczeniem podstawowym, PiS – nieświadomie – zdecydowanie ulega tendencji faszystowskiej i zasługuje na miano ugrupowania faszyzującego. Tym samym faszyzuje też rządzący polską pisowski reżim. „Faszyzować” to mniej, niż być „faszystą” – to bardziej lub mniej świadomie skłaniać się ku ideom będącym składnikami ideologii faszystowskiej. Niekoniecznie wszystkim ideom, lecz większości z nich. Ideologia faszystowska w wąskim sensie, to znaczy filozofia polityczna Gentilego oraz kilku innych europejskich autorów, będąca inspiracją dla ideologii państwowej Włoch, a następnie Hiszpanii, Portugalii, a także, mutatis mutandis, Słowacji czy Rumunii, nie jest tak brutalna jak retoryka przywódców politycznych i dyktatorów, którzy tę ideologię wykorzystywali. Faszyzm teoretyczny to przede wszystkim antyliberalizm, antydemokratyzm, kolektywizm, nacjonalizm, konserwatyzm obyczajowy, radykalny etatyzm oraz korporacjonizm gospodarczy. W wydaniu ideologii i praktyki politycznej reżimów Mussoliniego idee te łączą się z militaryzmem, szowinizmem i agresywnym stosunkiem do wszystkich możliwych przeciwników politycznych, a także z klerykalizmem politycznym, wyrażającym się w ustanowieniu katolicyzmu religią państwową Włoch. Podobnie było potem w Hiszpanii, Portugalii czy Słowacji. Oczywiście, faszystowskie były również Niemcy Hitlera, jakkolwiek ideologia nazistowska idzie znacznie dalej niż faszyzm, który nie domagał się eliminacji żadnej grupy ludności ani żadnego narodu. Kwestia odrębności i nieprzystawalności rasistowskiego nazizmu do innych odmian faszyzmu w Europie nie ma tu zresztą większego znaczenia. Poprzestańmy na konstatacji, że w politologii niemal powszechnie uważa się nazizm za radykalną odmianę faszyzmu, różniącą się od ideologii państwa włoskiego raczej stopniem rasistowskiej deprawacji niż kluczowymi ideami. W szerokim znaczeniu faszyzm to wszelki autorytaryzm o podłożu nacjonalistycznym, połączony z pogardą dla innych kultur, instrumentalnym i wzgardliwym traktowaniem demokracji oraz jej rzeczników, militaryzmem, biopolityką, centralizmem-etatyzmem, szowinistyczną mitologizacją historii, skłonnością do przemocy i grubiaństwa, lekceważeniem idei państwa prawnego oraz idei praw człowieka, a także wstecznictwem w sferze obyczajowej. Przy tak szerokim, aczkolwiek uprawnionym rozumieniu faszyzmu (który staje się tym samym drugą obok fundamentalizmu religijno-kulturowego odmianą współczesnego autorytaryzmu) PiS z pewnością znajduje się w jego „polu grawitacyjnym”. Nacjonalizm PiS nie ulega wątpliwości, podobnie jak instrumentalne traktowanie demokracji i lekceważenie pryncypiów liberalnych. Faszyzujący charakter ma pisowski dyskurs „suwerena”, którego rzekomo jest uprawnionym reprezentantem o potencjalnie nieograniczonym mandacie i władzy. Faszyzujące są militaryzm i mitomania narodowa. Faszyzujące są centralizm i etatyzm. Faszyzujący jest mariaż z upolitycznionym Kościołem. Wszystko to upodabnia PiS do przedwojennej endecji, której radykalne skrzydło niewiele różniło się mentalnie od bratnich formacji w Europie Zachodniej, Niemiec nie wyłączając. Niemalże do samej II wojny światowej państwo polskie i polska prawica z podziwem i przyjaźnią odnosiły się do hitlerowskich Niemiec, o czym bardzo lubimy nie pamiętać. Jeśli endecja była obrzydliwa, a opanowana przez ducha nacjonalizmu i klerykalizmu II RP lat 30. była odrażającym autorytarnym państwem, w którym strzelało się do robotników, prześladowało mniejszości narodowe i religijne, a przeciwników politycznych trzymało w obozach, to Polska PiS jest radykalnie lepsza nie dlatego, że Kaczyński i jego ludzie stoją moralnie wyżej od ziemiańsko-oficerskich elit przedwojennych. Śmiem podejrzewać, że stoją moralnie niżej. Nie zachowują się wszelako tak jak one, bo po prostu nie mogą. Nie pozwala im na to zależność od Europy i silniejsza niż przed wojną liberalna opinia publiczna. Ponadto ćwierć wieku przeżyte we względnie cywilizowanych warunkach kulejącej liberalnej demokracji musiało wywrzeć jakiś wpływ na mentalność tych ludzi – ukształtowaną wprawdzie przez PRL, lecz później w jakiś sposób „zainfekowaną” demokratyzmem. Można przypuszczać, że Kaczyński i jego ludzie naprawdę uważają, że zaprowadzanie autorytarnych rządów, opartych na taniej nacjonalistyczno-klerykalnej ideologii i klasowych oraz osobistych kompleksach i przesądach, wymaga wyborczej legitymacji. Dlatego ich skłonność do fałszownia wyborów może być mniejsza niż do obsadzania wszelkich możliwych stanowisk swoimi rodzinami i kolesiami. I może właśnie ta ich maleńka słabość, zaiste niegodna faszysty, jest naszą szansą. I dopóki ci głupi, ograniczeni i niemoralni ludzie nie przekroczą tej granicy, to znaczy nie zaczną manipulować wyborami (a byli blisko), można przyjąć konwencję, iż nie będziemy ich nazywać faszystami.
faszyzm i nazizm definicja